środa, 20 lipca 2016

112. Stare okienne ramy

Stare zielone okienne ramy... Przygarnęłam z wielką ochotą i jeszcze tego samego dnia miałam na nie plan. Szybkie malowanie, wymiana szybek, passe-partout i dwa zdjęcia. Dziękuję, że się zgodziłaś na ich upublicznienie ;-)





niedziela, 17 lipca 2016

110. Ramkowy chaos, czyli pomysł na galerię starych fotografii

Uwielbiam zdjęcia... Robić, gromadzić, oglądać. Ponieważ aparat fotograficzny niekoniecznie lubi mnie - zdecydowanie lepiej czuję się po drugiej stronie obiektywu. Fotografiami zapełniona jest większość ścian mojego domu i wolę je zdecydowanie bardziej niż jakiekolwiek cenne obrazy, grafiki czy plakaty.
Po kilku latach kultury "zbieracko-łowieckiej" - wreszcie jest! Galeria starych fotografii. Zbieractwo różnej maści ramek, malowanie, dorabianie szybek oraz wybieranie odpowiednich zdjęć, a na koniec - pieczołowite wybieranie odpowiednich próśb, mającyh zachęcić i przekonać mojego M* do wywiercenia w ścianie jednorazowo pięćdziesięciu otworów zajęły mi trzy lata!
Galeria powstała z bardzo starych i nieidealnie pięknych ramek z odzysku - każdej w kolorze innym niż obecnie. Wszystkie - przechodząc metamorfozę - zmieniły nie tylko kolor. Większość z nich - naprawdę wiekowa i rozlatująca się w drobny mak - to recycling recyclingów: sklejane, łatane, wygładzane, szlifowane, wyklejane i ratowane, jak się tylko dało. Wielkość, format, wzór - całkowity miszmasz. Właściwie (według zamysłu) - każda inna. Elementem spajającym ten ramkowy chaos jest czarno-biała kolorystyka wszystkich ramek oraz większości fotografii.
Czarno-białe fotografie lubię najbardziej... Stare. Bardzo stare. Mając je na ścianach w ilości masowej każdego dnia  mogę uwalniać swoje wspomnienia zanim zdjęcia przepadną na dysku komputera lub pójdą w zapomnienie, pozostając ukrytymi w równie jak one ukrytych albumach.

Ta ściana mieści fotografie z okresu naszego (mojego i M*) dzieciństwa

Ta ściana z kolei zagospodarowana została zdjęciami naszych dziadków i rodziców - osób, których w więkoszości już z nami nie ma...



piątek, 8 lipca 2016

109. Drzwi donikąd - szafa na ścianie


"Przyjedź, mam coś dla ciebie" - tymi słowami znajoma z pracy rozpoczęła rozmowę telefoniczną, poprawiając wówczas skutecznie mój nienajlepszy dzień. Wiedziałam, że kroi się coś poważnego ;-) Niewiele myśląc – pojechałam. Wróciłam z cennym łupem w postaci drzwi od starej szafy. Przy okazji w spadku otrzymałam jeszcze kilka innych mniejszych rzeczy, ale drzwi... Absolutny hit! Od zawsze marzyły mi się właśnie takie – przymocowane do ściany, z zamontowanym uchwytem i wiszącym lampionem. Oto są! Przeszły mocną renowację: czyszczenie, szlifowanie i malowanie. Trochę czekały na swój czas, nie powiem – długo nie miałam chwili, by się nimi zająć. Cieplejsze dni sprawiły jednak, że w końcu mogłam w plenerze je dokończyć. Malowanie: szary – ze zmieszania białej farby do ścian i sufitów Dulux i czarnej akrylówki. Przecierki: biała farba do drewna i metalu Śnieżka. Po dwóch latach wreszcie zajęły ostatnie już chyba wolne (tak duże) miejsce na moich domowych ścianach...
Jestem przekonana, że tym samym weszłam do grona największych dziwaków świata - któż bowiem na ścianie wiesza stare drzwi? Drzwi donikąd. Ale... Kto powiedział, że drzwi zawsze prowadzą dokądś?