piątek, 13 listopada 2015

89. Metryczki. Jaś i Franek.

Od urodzenia mojego najmłodszego dziecka minęło ponad dwa lata. Niestety, przez tak długi czas nie udało mi się zrobić dla niego żadnej pamiątki (tak, tak, szewc bez butów chodzi...). Przerażające. 
W tym tygodniu skończyłam właśnie rozpoczętą przed miesiącem pracę nad metryczkami dla mojej dwójki. Przeznaczone na ten cel ramki przez półtora roku dzielnie czekały w szafie na ich wykorzystanie. W końcu udało się, choć - przyznam szczerze - najtrudniejsza była koncepcja, jak na tak małej powierzchni wygospodarować miejsce dla tylu elementów: data, godzina, waga, wzrost, pępek, opaska, test... Kompletnie nie miałam pomysłów. Wściekła zaczęłam przyklejać jak popadnie i wyszło (lub nie) takie oto coś.

wtorek, 1 września 2015

88. Metamorfoza salonu



 
W salonie zmiany. Kilka. 
Po pierwsze (i chyba najważniejsze!) – pozbyłam się nie-białych mebli, jakie zakupiłam jeszcze przed wprowadzeniem się tutaj (pomyłka!). Po drugie – miejsce otwartych regałów na książki zastąpiły przeszklone witryny. Po trzecie – mam oświetlenie!
Jego wybór od dwóch lat spędzał mi sen z powiek. Nie spotkałam nigdzie niczego, co przykułoby moją uwagę. Nie wpadło mi w oko zupełnie nic, co mogło mi się spodobać. Nie natrafiłam na żadną ciekawą lampę czy żyrandol i nigdy, w żadnym sklepie nie-sklepie nie było tego „Wow”, będącego znakiem, że jestem w 100% przekonana do swojego wyboru. Denerwowały natomiast wiszące od dwóch lat u sufitu kable elektryczne. Dokąd tak będzie? Nie wytrzymałam i w końcu upiłam żyrandol… w sklepie internetowym – bez wcześniejszego oglądania. Pięcioramienny. Nad stolik natomiast wyszperałam na olx rattanowy klosz, który przemalowałam na biało. Wyboru żyrandola dokonałam tak, by pasował do posiadanych już kinkietów. Nie mógł więc to być żaden żyrandol z abażurem, bo każdy chyba abażur gryzłby się z nimi. Rattanowa lampa nad stolikiem miała się komponować z pozostałymi elementami oświetlenia, a więc  i z żyrandolem, i kinkietami, i (będącymi w planach) lampami w korytarzu. Wydawało mi się, że rattan jest tym materiałem, który połączy wszystkie pozostałe style i współgra z każdym z osobna: z nieco shabby-materiałowymi abażurami  kinkietów, z przyszłymi loftowymi drucianymi lampami w korytarzu, z metalowym przecieranym żyrandolem na środku salonu. Trudno bowiem dobrać oświetlenie „do kompletu” tak, by wszystko było jednakowe: i żyrandol, i kinkiety, i lampa nad stolikiem kawowym. A jeśli więc wybieramy każdą rzecz z tzw. innej parafii – natrudzić się trzeba mocno, by nie zepsuć efektu robiąc tzw. groch z kapustą. Mam nadzieję, że udało mi się połączyć różne style i zachować w tym wszystkim odpowiednie wyczucie smaku…
Myśli moje krążą teraz wokół fotela w kolorze, w którym zakochana byłam po uszy, a na który obecnie patrzeć nie mogę… Zastanawiam się, co można zrobić, by zakryć czymś to pokrycie. Proszę, podpowiedzcie, co można by tu zastosować, by tak nie raził… Nadmienię:  to szkaradne (przepraszam, jeśli ktoś taki kolor ma u siebie i go uraziłam) pokrycie jest… niezmienialne, a fotel bardzo lubię i nie chciałabym się z nim żegnać…
Będę wdzięczna za każdą sugestię, a jeśli jakaś mi się wyda wyjątkowo cenna – na pewno się zrewanżuję. Obiecuję ;-)



sobota, 29 sierpnia 2015

87. Babcine przepisy, czyli kolekcja wspomnień w nowej oprawie


Każdy z przedmiotów, jaki pozostał po tej cudownej istocie jest tak wyjątkowy, jak ona sama - jedna z ważniejszych osób mojego życia. Najmniejsza po niej pamiątka jest dla mnie jak talizman. Uwielbiam i uwierzyć nie mogę, że takie stare i takie piękne. I że mam… To moja osobista domowa kolekcja wspomnień, która choć na chwilę pomaga mi zatrzymać czas. Wystarczy naprawdę drobiazg, aby przenieść się wiek do tyłu i na moment utkwić w przeszłości...
Wśród góry babcinych przedmiotów, jakie od Niej otrzymałam odkopałam ostatnio zeszyt z przepisami kulinarnymi oraz będącą pamiątką ślubu książkę kucharską. Niektóre kartki przepiśnika wyraźnie nadgryzione są zębem czasu i rozsypują się w drobny mak. Większość jednak zachowana jest w stanie idealnym. Te bardziej poniszczone – zalaminowałam, by uratować. Te mniej – zachowałam w oryginalnym stanie. Babciny brulion i książka kucharska mają jeszcze zapach tamtych lat - naprawdę.
Na książce kucharskiej widnieje napis: „Na pamiątkę dn. 29.XII.1945 r.”. W grudniu tego roku obchodziliby 70. – kamienną rocznicę ślubu! Gdyby żyli…
Największe mądrości z babcinej książki oprawiłam w ramkę ozdabiając tym samym fragment kuchennej ściany. Resztę - skutecznie zabezpieczyłam i ukryłam w wykonanym specjalnie w tym celu segregatorze.
 

 
 
 
 
 
 
 
 



wtorek, 25 sierpnia 2015

86. Komódki z szyldami


Odkąd je zakupiłam minęło kilka ładnych lat. Przez dłuższy czas stały ukryte głęboko w szafie, bo nie miałam miejsca, by je ustawić tak, jak Pan Bóg przykazał. Kiedy w końcu znalazły swój kąt w nowym domu – stały surowe. Nie umiałam zdecydować się na styl, w jakim miałyby się dumnie prezentować na (wykonanej na wymiar specjalnie dla nich) półce nad biurkiem. Tak bardzo je lubię, że nie chciałam ich zepsuć jakimś nieprzemyślanym zabiegiem. Długo nie mogło się w mojej głowie narodzić nic, co byłoby tym idealnym rozwiązaniem. Szukałam inspiracji, ale nic do mnie nie przemawiało. A co, jeśli zrobię i mi się odmieni? Przestanie podobać? Odwidzi? 
Nagle trafiłam, zupełnie przypadkiem, na blog cloroesdemialma, gdzie Autorka posiadała podobne komódki. Ozdobiła je taśmami washi type - tu. Strzał w dziesiątkę! To coś dla mnie. Jeśli się nie spodoba albo znudzi – można zerwać, zmienić i pójść w zupełnie innym kierunku. Jestem zachwycona efektem! Niestety, zakupione przeze mnie washi nie dały rady! Naoklejałam się za wszystkie czasy, a po chwili (na drugi dzień) wszystko odpadło!!! Co za szmelc!? Z wściekłością pomalowałam komódki na biało, a na frontach umiejscowiłam owalne ramki z podpisem. Niestety, w przypadku takiej ilości szufladek, nie sposób zapamiętać, co w której. Niejednokrotnie dostawałam białej gorączki, kiedy od lewej do prawej przetrząsałam wszystkie naście szufladek, a rzecz, której poszukiwałam leżała w ostatniej... Teraz – porządek. Lubię żyć w porządku. Jest łatwiej. Jest szybciej. Jest wygodniej. 
I najważniejsza zasada – odkładamy wszystko na swoje miejsce! Tego muszę się chyba jeszcze długo uczyć… Podczas pracy potrafię zgromadzić wokół siebie sześćdziesiąt siedem rzeczy, które mnie zawalają. Tonę w bałaganie, brakuje wokół mnie przestrzeni, ciężko oddychać… Mimo wszystko - zawsze przyświeca mi zasada: "Odkładamy wszystko na swoje miejsce". Czasami się udaje...
 

niedziela, 16 sierpnia 2015

85. Lambrekin w łazience

Dziś krótko: okno łazienkowe doczekało się oprawy.
Takie małe coś, a robi robotę ;-) I już nie jest tak łyso...