Najprawdopodobniej będą leżeć i czekać na tych, którzy i wianki, i kolory lubią.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wianek wielkanocny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wianek wielkanocny. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 13 kwietnia 2017
117. Cuda wianki. Wielkanoc w kolorach
Kolorów nie znoszę... Nie wiem więc, dlaczego te wianki w ogóle powstały.
Najprawdopodobniej będą leżeć i czekać na tych, którzy i wianki, i kolory lubią.
Najprawdopodobniej będą leżeć i czekać na tych, którzy i wianki, i kolory lubią.
poniedziałek, 21 marca 2016
94. Wielkanoc na zamówienie
Żyj kolorowo, chciałoby się rzec. Aga, żyj kolorowo!
Na specjalne zamówienie dla koleżanki ze studenckich lat i jednocześnie matki, żony, autorki bloga radoshe, świetnej obserwatorki codzienności i lubiącej pogadać o życiu kobiety. Zajrzyjcie tam koniecznie! Każdy na pewno znajdzie coś dla siebie.
"W jakich kolorach chcesz te kury?" - pytam. "Żółte, zielone, pastelowe... Zdaję się na ciebie".
No to proszę.
... I pofrunęły do stolicy. Niech się podobają i zdobią wielkanocne koszyki wszystkich obdarowanych nimi przez Agę. Do kompletu - równie kolorowy wianek.
Mimo kolorowych świąt - ja do kolorów jeszcze nie dojrzałam. Jak zwykle - również i w te najpiękniejsze święta - będzie szaro, buro i naturalnie. Do zobaczenia!
Zapraszam na blog radoshe - kury stadnie dotarły do Warszawy ;-) Oto dowód: /więcej zdjęć u Agnieszki - zajrzyjcie koniecznie!/
![]() |
| Fot. Radoshe |
poniedziałek, 3 marca 2014
15. Kury, zając i wianki, czyli wielkanocnych dekoracji początek...
Do świąt jeszcze daleko... Ruszyłam jednak z przygotowywaniem świątecznych ozdób i dekoracji.
Na pierwszy rzut poszły kury! Po długich (!) poszukiwaniach odpowiedniego wykroju* (o tym za chwilę, bo nasunęła mi się mała refleksja...) w końcu są! Moje wymarzone kwoki. Tak bardzo chciałam je uszyć. A że bardzo chciałam - od razu jest 11 - 3 szare i 8 "różanych" ;-) Nie mają jeszcze swojego miejsca, bo jeszcze nie pora na nie, ale jak się tylko gdzieś "osiedlą" - pokażę.
Oprócz kur uszyłam jeszcze zajączka. W planach jest jeszcze owieczka, ale tracę przy niej cierpliwość ;-)
Poza szyjątkami spróbowałam sił w robieniu pierwszego jaja. Znalazłam w domu tony ozdób w postaci aplikacji naszywanych na ślubne suknie /ciocia moja pracuje w zakładzie krawieckim, gdzie takie aplikacje naszywa i dostały mi się tzw. resztki ;-)/, a że są białe i dość "strojne" - postanowiłam wykorzystać je do ozdabiania wydmuszek. Efektami na pewno podzielę się w kolejnych postach.
No i na koniec - wianki. Jak ja je uwielbiam! Na razie tylko 4. Będzie więcej ;-)
Aaaa, no i wspomniania refleksja...
Bardzo, ale to bardzo chciałam uszyć takie, a nie inne kury! Wzór ten chodził za mną już ze 2 lata! Nie mogłam nigdzie znaleźć wykroju, myślałam, że to Bóg wie jak skomplikowane... Potem dałam sobie spokój. Kiedy ostatnio na jednym z blogów zobaczyłam świeżo uszyte kwoki, od razu napisałam do Autorki z prośbą o wykrój. Naprawdę grzecznie prosiłam, uwierzcie. I co? Jaką otrzymałam odpowiedź? Ano coś w stylu: "Nie, nie dzielę się wykrojami, bo stwarzasz mi konkurencję". Załamałam się, ręce mi opadły, a po chwili zaczęłam się śmiać do monitora... Ja??? Konkurencję? Boże, jaka ze mnie konkurencja?!!!! Zakupiłam maszynę 3 miesiące temu, nigdy wcześniej w życiu przy maszynie nie siedziałam - nie mówiąc już o szyciu, nigdy nie sprzedawałam swoich wyrobów, a wszystko, co robię jest zupełnie amatorskie! Wszystko wykonuję dla siebie i tylko po to, bym to ja mogła się tym cieszyć, i by to, co robię sprawiało mi radość, i abym mogła mieć z tego frajdę i przyjemność, i... I już nie wiem co, ale wiem, że żadna ze mnie konkurencja! I strasznie przykra jest - eufemistycznie mówiąc - taka rywalizacja...Zawsze irytowało mnie tego typu zachowanie, a ponieważ przeszłam w życiu przez studia TYLKO w babskim gronie (na wszelkich podyplomówkach, kursach i szkoleniach również tak było!), "najadłam" się tego dużo, oj bardzo. Myślałam jednak, że już nigdy się z tym nie spotkam. A tu masz - nawet tu ;-)
Dla ścisłości: Dziewczyny (a może i faceci) - chętnie podzielę się z Wami wszystkim! Naprawdę ;-) Jeśli coś mam - dam, jeśli czegoś mam dużo - odstąpię, jeśli mam jakiś pomysł - kopiujcie i nawet nie pytajcie. Dla mnie to miłe, że ktoś zrobi coś podobnego (a nawet identycznego), bo to znak, że się podoba. Wystarczy, że ja jestem niepowtarzalna i że mnie się nie da skopiować ;-), a resztę - proszę bardzo! W dodatku służę pomocą w miarę swoich możliwości...
Na pierwszy rzut poszły kury! Po długich (!) poszukiwaniach odpowiedniego wykroju* (o tym za chwilę, bo nasunęła mi się mała refleksja...) w końcu są! Moje wymarzone kwoki. Tak bardzo chciałam je uszyć. A że bardzo chciałam - od razu jest 11 - 3 szare i 8 "różanych" ;-) Nie mają jeszcze swojego miejsca, bo jeszcze nie pora na nie, ale jak się tylko gdzieś "osiedlą" - pokażę.
Oprócz kur uszyłam jeszcze zajączka. W planach jest jeszcze owieczka, ale tracę przy niej cierpliwość ;-)
Poza szyjątkami spróbowałam sił w robieniu pierwszego jaja. Znalazłam w domu tony ozdób w postaci aplikacji naszywanych na ślubne suknie /ciocia moja pracuje w zakładzie krawieckim, gdzie takie aplikacje naszywa i dostały mi się tzw. resztki ;-)/, a że są białe i dość "strojne" - postanowiłam wykorzystać je do ozdabiania wydmuszek. Efektami na pewno podzielę się w kolejnych postach.
No i na koniec - wianki. Jak ja je uwielbiam! Na razie tylko 4. Będzie więcej ;-)
Aaaa, no i wspomniania refleksja...
Bardzo, ale to bardzo chciałam uszyć takie, a nie inne kury! Wzór ten chodził za mną już ze 2 lata! Nie mogłam nigdzie znaleźć wykroju, myślałam, że to Bóg wie jak skomplikowane... Potem dałam sobie spokój. Kiedy ostatnio na jednym z blogów zobaczyłam świeżo uszyte kwoki, od razu napisałam do Autorki z prośbą o wykrój. Naprawdę grzecznie prosiłam, uwierzcie. I co? Jaką otrzymałam odpowiedź? Ano coś w stylu: "Nie, nie dzielę się wykrojami, bo stwarzasz mi konkurencję". Załamałam się, ręce mi opadły, a po chwili zaczęłam się śmiać do monitora... Ja??? Konkurencję? Boże, jaka ze mnie konkurencja?!!!! Zakupiłam maszynę 3 miesiące temu, nigdy wcześniej w życiu przy maszynie nie siedziałam - nie mówiąc już o szyciu, nigdy nie sprzedawałam swoich wyrobów, a wszystko, co robię jest zupełnie amatorskie! Wszystko wykonuję dla siebie i tylko po to, bym to ja mogła się tym cieszyć, i by to, co robię sprawiało mi radość, i abym mogła mieć z tego frajdę i przyjemność, i... I już nie wiem co, ale wiem, że żadna ze mnie konkurencja! I strasznie przykra jest - eufemistycznie mówiąc - taka rywalizacja...Zawsze irytowało mnie tego typu zachowanie, a ponieważ przeszłam w życiu przez studia TYLKO w babskim gronie (na wszelkich podyplomówkach, kursach i szkoleniach również tak było!), "najadłam" się tego dużo, oj bardzo. Myślałam jednak, że już nigdy się z tym nie spotkam. A tu masz - nawet tu ;-)
Dla ścisłości: Dziewczyny (a może i faceci) - chętnie podzielę się z Wami wszystkim! Naprawdę ;-) Jeśli coś mam - dam, jeśli czegoś mam dużo - odstąpię, jeśli mam jakiś pomysł - kopiujcie i nawet nie pytajcie. Dla mnie to miłe, że ktoś zrobi coś podobnego (a nawet identycznego), bo to znak, że się podoba. Wystarczy, że ja jestem niepowtarzalna i że mnie się nie da skopiować ;-), a resztę - proszę bardzo! W dodatku służę pomocą w miarę swoich możliwości...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















