Na punkcie starych fotografii bzika mam od zawsze.
I
żadne
tam kolory, ale biel i czerń! Im starsze, tym lepsze. Przeglądając stare
rodzinne albumy za każdym razem
ubolewam,
że większość tych wiekowych fotografii jest tak kiepskiej jakości.
Moja ciekawość świata sięga zenitu i od dziecka
mam nieodpartą potrzebę wiedzieć jak było kiedyś. Ci, którzy mogliby mi tę
wiedzę przekazać dawno już poumierali, a ci, co jeszcze żyją – niewiele pamiętają.
A mnie interesuje wszystko… Jak moja babcia chodziła ubrana, gdzie kupowała
tkaniny, z których szyła, jak mój pradziadek został wójtem, jak wyglądały domy
jednych, czy drugich prapradziadków, jak dali radę w dziewięcioro
pomieścić się w jednej izbie i wiele innych „Jak?”…
Niektórych tych rzeczy faktycznie można dowiedzieć się właśnie ze starych
fotografii. Dlatego tak bardzo je kocham. Ileż w nich spojrzeń, gestów,
zwyczajów, tradycji, smutków i radości, uczuć i emocji.
Historia. Człowiek.
Tajemnica. Wspomnienia.
Do albumu zagląda się od czasu do czasu. A skoro lubię coś bardzo,
to dlaczego by nie móc patrzeć na to zawsze? Rozwiązanie przyszło w postaci pêle-mêle.
Wyszukałam w rodzinnych albumach najbardziej przemawiające do mnie fotografie i
wywołałam te najstarsze. Przyniosłam znalezioną na strychu męża dziadków starą,
niepotrzebną ramę. Odczyściłam, przemalowałam na biało (Old White, Chalk Paint),
zawoskowałam i tchnęłam w nią nowe życie. Kupiłam kilka metrów hodowlanej
siatki, pomalowałam na French Linen i wraz ze sznurkami przymocowałam do ramy.
Dokupiłam drewniane spinacze. I dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugo prosiłam męża, by
zawiesił. To chyba najtrudniejszy moment tworzenia! W końcu pod groźbą
sankcji – stało się! Rama zawisła, a ja mogłam przez dwie godziny wieszać nań
wszystko, na co miałam ochotę. Przestawiać i zmieniać. No i jest!!! I nie wiem,
ile razy dziennie oglądam teraz moje „perełki” wyszperane w albumach całej
rodziny, bliższej i dalszej… (tak, tak, aby dokonać wyboru przejrzałam około 30
albumów pożyczonych od kilku osób! Brakuje mi jeszcze kilku ważnych zdjęć,
muszę poszukiwać dalej). Rama wisi w centralnej części mojego domu i nie sposób
jej na zauważyć.
Dodam na koniec, że w stworzeniu mojego pêle-mêle troszeczkę
zainspirował mnie post na blogu
sielskie-klimaty
 |
| Oryginalna rama przed zabiegiem ;-) |
 |
| Widać po niej lata, ale tak właśnie ma być... Tym samym wpisuje się znakomicie w konwencję! |