Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siatka hodowlana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siatka hodowlana. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 października 2014

66. Metamorfoza starego lustra - shabby-rama

W stodole u cioci (tak, tej cioci z poprzednich postów) znalazłam pewne lustro - stare, brudne, zaniedbane. Naprawdę brzydkie. Nie przeszłam jednak obok niego obojętnie. Wzięłam, przygarnęłam - no i jest! Zrobiłam wielkie pucowanie, usunęłam szkło, szlifierką odczyściłam ramę, pomalowałam na French Linen (Annie Sloan) i pobieliłam białą farbą do drewna i metalu. Przymocowałam siatkę hodowlaną, a wokół - przykleiłam koronkę. Jest? Jest. Na końcu pięknie poprosiłam M* o dwa haczyki (wcześniej potraktowane sprayem na biało). A na niej? Cóż może być, jak nie wianek? Obok - serduszko. Akcent francuski - "paryska" tasiemka. No i chyba można nazwać "shabby". A jakże!
Zawiśnie w sypialni, ale za trochę. Musi nabrać mocy urzędowej ;-) Powiadomię ;-)
Wianek z serwety, o której pisałam w poście 65

poniedziałek, 29 września 2014

53. Siatka w ramce, czyli dekoracja z haczykiem

O tym, jak wykorzystać siatkę hodowlaną pisałam w maju, w poście 33. Powstało wówczas pêle-mêle z miejscem na najstarsze rodzinne fotografie. Ponieważ siatki u mnie co nie miara, postanowiłam, że jeszcze się nią "pobawię". Tym razem stworzyłam pewną ścienną dekorację (która u mnie na ścianie jeszcze nie zawisła). Jej charakterystyczną cechą jest to, że - daję głowę uciąć - nie wymaga żadnych umiejętności, by ją wykonać. Jest prosta, by nie powiedzieć - banalna! Jeśli ktoś nie ma żadnego pomysłu na dekorację ścian czy półek - ta może być całkiem dobrym sposobem, by je zapełnić, a co najważniejsze - dodać dużo ciepła. Naprawdę nie potrzeba wiele, by było przytulnie. Wystarczy stara rama, kawałek hodowlanej siatki (pomalowanej lub nie) i jakikolwiek wieszaczek (u mnie - z Pepco za jakieś nieduże pieniądze). A dalej? A dalej to już nasza inwencja. Można zmieniać ozdoby wieszaczka w zależności od nastroju, pogody, pór roku czy świąt. Wieszamy to, na co mamy ochotę i co tylko się nam podoba. Pełna dowolność: pamiątki, serduszka, szyszki, wianki, lampiony, aniołki - słowem: wszystko.
Moja rama powędruje w przyszłości do sypialni.
To tylko sześć spośród mnóstwa sposobów wykorzystania wieszaczka


poniedziałek, 12 maja 2014

33. Ściana z efektem, czyli pêle-mêle na cegle. Fotografie przodków

Na punkcie starych fotografii bzika mam od zawsze. I żadne tam kolory, ale biel i czerń! Im starsze, tym lepsze. Przeglądając stare rodzinne albumy za każdym razem ubolewam, że większość tych wiekowych fotografii jest tak kiepskiej jakości.  Moja ciekawość świata sięga zenitu i od dziecka mam nieodpartą potrzebę wiedzieć jak było kiedyś. Ci, którzy mogliby mi tę wiedzę przekazać dawno już poumierali, a ci, co jeszcze żyją – niewiele pamiętają. A mnie interesuje wszystko… Jak moja babcia chodziła ubrana, gdzie kupowała tkaniny, z których szyła, jak mój pradziadek został wójtem, jak wyglądały domy jednych, czy drugich prapradziadków, jak dali radę w dziewięcioro pomieścić się w jednej izbie i wiele innych „Jak?”… Niektórych tych rzeczy faktycznie można dowiedzieć się właśnie ze starych fotografii. Dlatego tak bardzo je kocham. Ileż w nich spojrzeń, gestów, zwyczajów, tradycji, smutków i radości, uczuć i emocji.
Historia. Człowiek. Tajemnica. Wspomnienia.
Do albumu zagląda się od czasu do czasu. A skoro lubię coś bardzo, to dlaczego by nie móc patrzeć na to zawsze? Rozwiązanie przyszło w postaci pêle-mêle. Wyszukałam w rodzinnych albumach najbardziej przemawiające do mnie fotografie i wywołałam te najstarsze. Przyniosłam znalezioną na strychu męża dziadków starą, niepotrzebną ramę. Odczyściłam, przemalowałam na biało (Old White, Chalk Paint), zawoskowałam i tchnęłam w nią nowe życie. Kupiłam kilka metrów hodowlanej siatki, pomalowałam na French Linen i wraz ze sznurkami przymocowałam do ramy. Dokupiłam drewniane spinacze. I dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugo prosiłam męża, by zawiesił. To chyba najtrudniejszy moment tworzenia! W końcu pod groźbą sankcji – stało się! Rama zawisła, a ja mogłam przez dwie godziny wieszać nań wszystko, na co miałam ochotę. Przestawiać i zmieniać. No i jest!!! I nie wiem, ile razy dziennie oglądam teraz moje „perełki” wyszperane w albumach całej rodziny, bliższej i dalszej… (tak, tak, aby dokonać wyboru przejrzałam około 30 albumów pożyczonych od kilku osób! Brakuje mi jeszcze kilku ważnych zdjęć, muszę poszukiwać dalej). Rama wisi w centralnej części mojego domu i nie sposób jej na zauważyć.
Dodam na koniec, że w stworzeniu mojego pêle-mêle troszeczkę zainspirował mnie post na blogu sielskie-klimaty
Oryginalna rama przed zabiegiem ;-)
Widać po niej lata, ale tak właśnie ma być... Tym samym wpisuje się znakomicie w konwencję!