Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiątki rodzinne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiątki rodzinne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 sierpnia 2015

87. Babcine przepisy, czyli kolekcja wspomnień w nowej oprawie


Każdy z przedmiotów, jaki pozostał po tej cudownej istocie jest tak wyjątkowy, jak ona sama - jedna z ważniejszych osób mojego życia. Najmniejsza po niej pamiątka jest dla mnie jak talizman. Uwielbiam i uwierzyć nie mogę, że takie stare i takie piękne. I że mam… To moja osobista domowa kolekcja wspomnień, która choć na chwilę pomaga mi zatrzymać czas. Wystarczy naprawdę drobiazg, aby przenieść się wiek do tyłu i na moment utkwić w przeszłości...
Wśród góry babcinych przedmiotów, jakie od Niej otrzymałam odkopałam ostatnio zeszyt z przepisami kulinarnymi oraz będącą pamiątką ślubu książkę kucharską. Niektóre kartki przepiśnika wyraźnie nadgryzione są zębem czasu i rozsypują się w drobny mak. Większość jednak zachowana jest w stanie idealnym. Te bardziej poniszczone – zalaminowałam, by uratować. Te mniej – zachowałam w oryginalnym stanie. Babciny brulion i książka kucharska mają jeszcze zapach tamtych lat - naprawdę.
Na książce kucharskiej widnieje napis: „Na pamiątkę dn. 29.XII.1945 r.”. W grudniu tego roku obchodziliby 70. – kamienną rocznicę ślubu! Gdyby żyli…
Największe mądrości z babcinej książki oprawiłam w ramkę ozdabiając tym samym fragment kuchennej ściany. Resztę - skutecznie zabezpieczyłam i ukryłam w wykonanym specjalnie w tym celu segregatorze.
 

 
 
 
 
 
 
 
 



poniedziałek, 12 maja 2014

33. Ściana z efektem, czyli pêle-mêle na cegle. Fotografie przodków

Na punkcie starych fotografii bzika mam od zawsze. I żadne tam kolory, ale biel i czerń! Im starsze, tym lepsze. Przeglądając stare rodzinne albumy za każdym razem ubolewam, że większość tych wiekowych fotografii jest tak kiepskiej jakości.  Moja ciekawość świata sięga zenitu i od dziecka mam nieodpartą potrzebę wiedzieć jak było kiedyś. Ci, którzy mogliby mi tę wiedzę przekazać dawno już poumierali, a ci, co jeszcze żyją – niewiele pamiętają. A mnie interesuje wszystko… Jak moja babcia chodziła ubrana, gdzie kupowała tkaniny, z których szyła, jak mój pradziadek został wójtem, jak wyglądały domy jednych, czy drugich prapradziadków, jak dali radę w dziewięcioro pomieścić się w jednej izbie i wiele innych „Jak?”… Niektórych tych rzeczy faktycznie można dowiedzieć się właśnie ze starych fotografii. Dlatego tak bardzo je kocham. Ileż w nich spojrzeń, gestów, zwyczajów, tradycji, smutków i radości, uczuć i emocji.
Historia. Człowiek. Tajemnica. Wspomnienia.
Do albumu zagląda się od czasu do czasu. A skoro lubię coś bardzo, to dlaczego by nie móc patrzeć na to zawsze? Rozwiązanie przyszło w postaci pêle-mêle. Wyszukałam w rodzinnych albumach najbardziej przemawiające do mnie fotografie i wywołałam te najstarsze. Przyniosłam znalezioną na strychu męża dziadków starą, niepotrzebną ramę. Odczyściłam, przemalowałam na biało (Old White, Chalk Paint), zawoskowałam i tchnęłam w nią nowe życie. Kupiłam kilka metrów hodowlanej siatki, pomalowałam na French Linen i wraz ze sznurkami przymocowałam do ramy. Dokupiłam drewniane spinacze. I dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugo prosiłam męża, by zawiesił. To chyba najtrudniejszy moment tworzenia! W końcu pod groźbą sankcji – stało się! Rama zawisła, a ja mogłam przez dwie godziny wieszać nań wszystko, na co miałam ochotę. Przestawiać i zmieniać. No i jest!!! I nie wiem, ile razy dziennie oglądam teraz moje „perełki” wyszperane w albumach całej rodziny, bliższej i dalszej… (tak, tak, aby dokonać wyboru przejrzałam około 30 albumów pożyczonych od kilku osób! Brakuje mi jeszcze kilku ważnych zdjęć, muszę poszukiwać dalej). Rama wisi w centralnej części mojego domu i nie sposób jej na zauważyć.
Dodam na koniec, że w stworzeniu mojego pêle-mêle troszeczkę zainspirował mnie post na blogu sielskie-klimaty
Oryginalna rama przed zabiegiem ;-)
Widać po niej lata, ale tak właśnie ma być... Tym samym wpisuje się znakomicie w konwencję!