Ani chwili nie zastanawialam się, na co przeznaczyć uzbierane muszle. Tym oto sposobem powstała chyba najbardziej dziwaczna ozdoba, jaką mam w mojej kuchni... Przetrząsnęłam sieć - nie ma nikogo tak szurniętego, jak ja, kto chomikowałby muszle malży robiąc z nich potem wianki...
A drugie "dziwne coś" znalezione dawno gdzieś w Internecie urzekło mnie bardzo. Nigdy nie byłam przekonana do papierowych ozdób, ale te ruloniki łudząco przypominają mi wyłowione z morza patyki. Z daleka naprawdę tak wyglądają. Zwijanie, a potem sklejanie blisko 250 skrętów zajęło mi calutki dzień. Jeden skręt to jedna kartka (10x15cm) ze starego słownika.