W stodole u cioci (tak, tej cioci z poprzednich postów) znalazłam pewne lustro - stare, brudne, zaniedbane. Naprawdę brzydkie. Nie przeszłam jednak obok niego obojętnie. Wzięłam, przygarnęłam - no i jest! Zrobiłam wielkie pucowanie, usunęłam szkło, szlifierką odczyściłam ramę, pomalowałam na French Linen (Annie Sloan) i pobieliłam białą farbą do drewna i metalu. Przymocowałam siatkę hodowlaną, a wokół - przykleiłam koronkę. Jest? Jest. Na końcu pięknie poprosiłam M* o dwa haczyki (wcześniej potraktowane sprayem na biało). A na niej? Cóż może być, jak nie wianek? Obok - serduszko. Akcent francuski - "paryska" tasiemka. No i chyba można nazwać "shabby". A jakże!
| Wianek z serwety, o której pisałam w poście 65 |




