Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby kredowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby kredowe. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 maja 2014
34. Reksio jest biały
To pierwsza rzecz malowana farbami kredowymi. Pierwsza i najbardziej nieudolna. Farba gęsta i aby dodać wody wpadłam, kiedy pomalowałam całość... Co ja mówię - "zmęczyłam" a nie pomalowałam. Mąż stwierdził, że do poprawki, ale ja tu już niczego poprawiać nie będę ;-)
poniedziałek, 12 maja 2014
33. Ściana z efektem, czyli pêle-mêle na cegle. Fotografie przodków
Na punkcie starych fotografii bzika mam od zawsze. I żadne
tam kolory, ale biel i czerń! Im starsze, tym lepsze. Przeglądając stare
rodzinne albumy za każdym razem
ubolewam, że większość tych wiekowych fotografii jest tak kiepskiej jakości. Moja ciekawość świata sięga zenitu i od dziecka
mam nieodpartą potrzebę wiedzieć jak było kiedyś. Ci, którzy mogliby mi tę
wiedzę przekazać dawno już poumierali, a ci, co jeszcze żyją – niewiele pamiętają.
A mnie interesuje wszystko… Jak moja babcia chodziła ubrana, gdzie kupowała
tkaniny, z których szyła, jak mój pradziadek został wójtem, jak wyglądały domy
jednych, czy drugich prapradziadków, jak dali radę w dziewięcioro pomieścić się w jednej izbie i wiele innych „Jak?”…
Niektórych tych rzeczy faktycznie można dowiedzieć się właśnie ze starych
fotografii. Dlatego tak bardzo je kocham. Ileż w nich spojrzeń, gestów,
zwyczajów, tradycji, smutków i radości, uczuć i emocji.
Historia. Człowiek.
Tajemnica. Wspomnienia.
Do albumu zagląda się od czasu do czasu. A skoro lubię coś bardzo,
to dlaczego by nie móc patrzeć na to zawsze? Rozwiązanie przyszło w postaci pêle-mêle.
Wyszukałam w rodzinnych albumach najbardziej przemawiające do mnie fotografie i
wywołałam te najstarsze. Przyniosłam znalezioną na strychu męża dziadków starą,
niepotrzebną ramę. Odczyściłam, przemalowałam na biało (Old White, Chalk Paint),
zawoskowałam i tchnęłam w nią nowe życie. Kupiłam kilka metrów hodowlanej
siatki, pomalowałam na French Linen i wraz ze sznurkami przymocowałam do ramy.
Dokupiłam drewniane spinacze. I dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugo prosiłam męża, by
zawiesił. To chyba najtrudniejszy moment tworzenia! W końcu pod groźbą
sankcji – stało się! Rama zawisła, a ja mogłam przez dwie godziny wieszać nań
wszystko, na co miałam ochotę. Przestawiać i zmieniać. No i jest!!! I nie wiem,
ile razy dziennie oglądam teraz moje „perełki” wyszperane w albumach całej
rodziny, bliższej i dalszej… (tak, tak, aby dokonać wyboru przejrzałam około 30
albumów pożyczonych od kilku osób! Brakuje mi jeszcze kilku ważnych zdjęć,
muszę poszukiwać dalej). Rama wisi w centralnej części mojego domu i nie sposób
jej na zauważyć.
Dodam na koniec, że w stworzeniu mojego pêle-mêle troszeczkę
zainspirował mnie post na blogu sielskie-klimaty
![]() |
| Oryginalna rama przed zabiegiem ;-) |
| Widać po niej lata, ale tak właśnie ma być... Tym samym wpisuje się znakomicie w konwencję! |
Subskrybuj:
Posty (Atom)







