Historia. Człowiek.
Tajemnica. Wspomnienia.
Do albumu zagląda się od czasu do czasu. A skoro lubię coś bardzo,
to dlaczego by nie móc patrzeć na to zawsze? Rozwiązanie przyszło w postaci pêle-mêle.
Wyszukałam w rodzinnych albumach najbardziej przemawiające do mnie fotografie i
wywołałam te najstarsze. Przyniosłam znalezioną na strychu męża dziadków starą,
niepotrzebną ramę. Odczyściłam, przemalowałam na biało (Old White, Chalk Paint),
zawoskowałam i tchnęłam w nią nowe życie. Kupiłam kilka metrów hodowlanej
siatki, pomalowałam na French Linen i wraz ze sznurkami przymocowałam do ramy.
Dokupiłam drewniane spinacze. I dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugo prosiłam męża, by
zawiesił. To chyba najtrudniejszy moment tworzenia! W końcu pod groźbą
sankcji – stało się! Rama zawisła, a ja mogłam przez dwie godziny wieszać nań
wszystko, na co miałam ochotę. Przestawiać i zmieniać. No i jest!!! I nie wiem,
ile razy dziennie oglądam teraz moje „perełki” wyszperane w albumach całej
rodziny, bliższej i dalszej… (tak, tak, aby dokonać wyboru przejrzałam około 30
albumów pożyczonych od kilku osób! Brakuje mi jeszcze kilku ważnych zdjęć,
muszę poszukiwać dalej). Rama wisi w centralnej części mojego domu i nie sposób
jej na zauważyć.
Dodam na koniec, że w stworzeniu mojego pêle-mêle troszeczkę
zainspirował mnie post na blogu sielskie-klimaty
![]() |
| Oryginalna rama przed zabiegiem ;-) |
| Widać po niej lata, ale tak właśnie ma być... Tym samym wpisuje się znakomicie w konwencję! |


