niedziela, 17 lipca 2016

110. Ramkowy chaos, czyli pomysł na galerię starych fotografii

Uwielbiam zdjęcia... Robić, gromadzić, oglądać. Ponieważ aparat fotograficzny niekoniecznie lubi mnie - zdecydowanie lepiej czuję się po drugiej stronie obiektywu. Fotografiami zapełniona jest większość ścian mojego domu i wolę je zdecydowanie bardziej niż jakiekolwiek cenne obrazy, grafiki czy plakaty.
Po kilku latach kultury "zbieracko-łowieckiej" - wreszcie jest! Galeria starych fotografii. Zbieractwo różnej maści ramek, malowanie, dorabianie szybek oraz wybieranie odpowiednich zdjęć, a na koniec - pieczołowite wybieranie odpowiednich próśb, mającyh zachęcić i przekonać mojego M* do wywiercenia w ścianie jednorazowo pięćdziesięciu otworów zajęły mi trzy lata!
Galeria powstała z bardzo starych i nieidealnie pięknych ramek z odzysku - każdej w kolorze innym niż obecnie. Wszystkie - przechodząc metamorfozę - zmieniły nie tylko kolor. Większość z nich - naprawdę wiekowa i rozlatująca się w drobny mak - to recycling recyclingów: sklejane, łatane, wygładzane, szlifowane, wyklejane i ratowane, jak się tylko dało. Wielkość, format, wzór - całkowity miszmasz. Właściwie (według zamysłu) - każda inna. Elementem spajającym ten ramkowy chaos jest czarno-biała kolorystyka wszystkich ramek oraz większości fotografii.
Czarno-białe fotografie lubię najbardziej... Stare. Bardzo stare. Mając je na ścianach w ilości masowej każdego dnia  mogę uwalniać swoje wspomnienia zanim zdjęcia przepadną na dysku komputera lub pójdą w zapomnienie, pozostając ukrytymi w równie jak one ukrytych albumach.

Ta ściana mieści fotografie z okresu naszego (mojego i M*) dzieciństwa

Ta ściana z kolei zagospodarowana została zdjęciami naszych dziadków i rodziców - osób, których w więkoszości już z nami nie ma...



piątek, 8 lipca 2016

109. Drzwi donikąd - szafa na ścianie


"Przyjedź, mam coś dla ciebie" - tymi słowami znajoma z pracy rozpoczęła rozmowę telefoniczną, poprawiając wówczas skutecznie mój nienajlepszy dzień. Wiedziałam, że kroi się coś poważnego ;-) Niewiele myśląc – pojechałam. Wróciłam z cennym łupem w postaci drzwi od starej szafy. Przy okazji w spadku otrzymałam jeszcze kilka innych mniejszych rzeczy, ale drzwi... Absolutny hit! Od zawsze marzyły mi się właśnie takie – przymocowane do ściany, z zamontowanym uchwytem i wiszącym lampionem. Oto są! Przeszły mocną renowację: czyszczenie, szlifowanie i malowanie. Trochę czekały na swój czas, nie powiem – długo nie miałam chwili, by się nimi zająć. Cieplejsze dni sprawiły jednak, że w końcu mogłam w plenerze je dokończyć. Malowanie: szary – ze zmieszania białej farby do ścian i sufitów Dulux i czarnej akrylówki. Przecierki: biała farba do drewna i metalu Śnieżka. Po dwóch latach wreszcie zajęły ostatnie już chyba wolne (tak duże) miejsce na moich domowych ścianach...
Jestem przekonana, że tym samym weszłam do grona największych dziwaków świata - któż bowiem na ścianie wiesza stare drzwi? Drzwi donikąd. Ale... Kto powiedział, że drzwi zawsze prowadzą dokądś?

środa, 29 czerwca 2016

108. Patchwork-gigant - porażka XXL


Mordownia. Tak chyba w sposób najbardziej trafny podsumować mogę swoje zmagania z tą wielką płachtą, zwaną narzutą. I od razu chapeau bas dla wszystkich patchworkowców - naprawdę, szacunek i podziw za ich wytrwałość i dokładność. Ja poległam, choć dzieło ukończyłam. Poległam, bo wcale nie jest takie, jak być powinno. Mnóstwo niedociągnięć, przesunięć i nierówności, co - jak wiadomo - w patchworkach jest dyskwalifikacją. Naprawdę bliska byłam oddania tej roboty walkowerem. Tak poniekąd się stało - odłożyłam ją bowiem na rok. Wróciłam jednak przepraszając się z nią i dziś w końcu zamknęłam bezpowrotnie ten temat. Nie chcę myśleć nawet, co byłoby, gdybym - jak z motyką na słońce - porwała się na pocięcie materiału na jeszcze mniejsze kwadraty... Całe szczęście, że zdecydowałam się na takie nieco ponad dwudziesto centymetrowe, bo - teraz już wiem - poległabym jeszcze szybciej. I gdyby nie nóż obrotowy, który zrewolucjonizował wykonywanie patchworków oraz dwie pary rąk - byłoby jeszcze krzywiej. Wiele, myślę, jeszcze przede mną, a naukę powinnam była rozpocząć od dziecięcych kołderek. Szalenie trudno w ryzach utrzymać taki kawał płachty, a jeszcze trudniej potem go pikować... 64 kwadraty w bieli i szarości, w środku warstwa owaty, na brzegach bawełniana taśma. Porażka w wymiarze XXL!






poniedziałek, 13 czerwca 2016

107. Gość w dom...

Deska. Jakaś-znaleziona-gdzieś. Farby: szara - akrylowa, biała - olejna, wydruk, kalka i czarny marker. Dwa otwory wiercone na szybko, kawałek liny i  tylko jeden otworek w ścianie. Ekspresowo.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

106. Pudełka vintage

Powstały na zamówienie. I choć zamówienia lubię bardzo, kiedy w grę wchodzi ilość hurtowa - "zamówienia" nie cieszą. Robienie tylu jednakowych egzemplarzy przestaje być twórcze... i zaczyna frustrować. Tak mam...