czwartek, 20 lutego 2014

13. Melanż wiankowy i dwie wyprawy...

Na początek - kolejny wianek. I kolejny recycling. Tym razem ze starej spódnicy... Ozdobiony drutem i perełkami. Drut i perły - nie pasuje. Według mnie wygląda jednak całkiem dobrze i wcale się nie gryzie...
 
 

A poza tym... Odbyłam ostatnio dwie wyprawy. Pierwsza z nich sprawiła, że zniknęłam na kilka godzin, buszując po 60-ciu metrach kwadratowych strychu w domu dziadków mojego męża. Nie wiem, czy to normalne (wszyscy twierdzą, że nie!), ale w takich miejscach czuję się naprawdę w pełni zrelaksowana. Nie wiem, co musiałoby się stać, abym nie miała ochoty na takie wycieczki. Nie wiem, ile nocy musiałabym nie przespać i jak bardzo być zmęczona, żeby odmówić. Ja nie wiem, co w tym jest, że tak mnie to wciąga... Bardziej niż zakupy (?) Magiczne miejsce. Stare, obdrapane, brudne, z wystającą słomą i całą masą dziadostwa! Zarówno tego, o którym inni mówią, że dziadostwo, jak i tego prawdziwego (stare, zepsute miksery, ale nie BARDZO stare, stare buty, stare suszarki, lokówki, miednice, pralki... - wszystko! Klamociarnia. Totalny bałagan!!!). W takim miejscu można jednak czuć się fantastycznie! Przemierzając te kilkadziesiąt metrów straciłam poczucie czasu... Przetrzepałam w poszukiwaniu skarbów każdy centymetr. A nuż znajdzie się jakaś perełka...
No i się znalazła! Nie dostałam jednak pozwolenia na wniesienie wszystkiego do swojego domu ;-) Najpierw muszę uporać się z tym, co przyniosłam, potem wziąć następne... No cóż - takie dozowanie przyjemności... Może to na korzyść dla mnie ;-)? A wśród, rzeczy, które na mnie czekają są: porządne ramy z tragicznych obrazów, tara do prania, 3 worki dobrej (mimo lat) wełny, gliniane naczynia i wiele wiele innych, naprawdę fajnych przedmiotów.

Wszystko bardzo brudne. To nic. Zrobiłam kąpiel. Odczyściłam. Część rzeczy postawiłam, część - przerabiam.



Od starego zegara... Teraz będzie świąteczną ozdobą ;-)
Z odważnikami nie będę nic robić... Po prostu takie pozostaną, jakie są
Z tych "dzieł sztuki" zdjęłam ramki. Na pewno do czegoś je użyję /ramki, rzecz jasna;-)/
Druga moja sobotnia wycieczka była wyprawą na oddalony o kilkanaście kilometrów pchli targ. Tam to dopiero Eldorado! Szkoda tylko, że miałam bardzo ograniczony czas (między karmieniami!) i goniłam jak oszalała, bo było naprawdę sporo ciekawych i godnych przygarnięcia rupieci. Oto, co na szybko wpadło mi w ręce (czy może w oczy): 4 wiklinowe koszyki, 2 świeczniki, 6 spodeczków, maszyna do szycia w wersji mini i 2 wózeczki.
Jasne kosze i mały świecznik już przemalowane na biało. Na swoją kolej czekają wózeczki. Swoje miejsce znajdą w pokoju starszego syna jako pojemniki na zabawki. O pozostałych metamorfozach w kolejnym poście
Pozdrawiam.

wtorek, 11 lutego 2014

12. Candy i dwie okazje...

Ponieważ 22 lutego minie rok, od kiedy zamieszkaliśmy w naszych 103 metrach, postanowiłam z tej okazji zorganizować candy. To właśnie mój dom i wszystko, co się w nim dzieje zainspirowały mnie do wejścia w wirtualny świat blogowania.
Okazji jest jednak dwie: 30 marca w mojej metryce - "zmiana kodu, trójka z przodu" ;-)
Tegoż właśnie 30  marca dnia ogłoszę wyniki zabawy.
Zasada jest prosta: zostaw komentarz pod postem oraz umieść baner z aktywnym linkiem u siebie na blogu. Osoby anonimowe proszę o pozostawienie e-maila.
Do wygrania - listownik z Home&you. Dobrej zabawy!



niedziela, 9 lutego 2014

11. Lambrekin w kuchni

W końcu udało mi się uszyć lambrekin na kuchenne okno... W końcu (!), bo przymierzałam się do tego "zadania" dobrych kilka miesięcy, a zakupiony materiał leżał od bardzo, bardzo dawna i czekał na swoją kolej... Wstyd, ileż można! I zabrałam się za szycie...
Poza tym - parę nowych dodatków, a więc mały update kuchni ;-)
Firaneczka jest bardzo prościutka, krawiecko - nic skomplikowanego, ale myślę, że efekt jest całkiem przyzwoity ;-) Tkanina: Ikea ROSMARIE

Ramka czeka na powieszenie...

Garnuszek znaleziony w piwnicy rodzinnego domu...

Niby zwykła butelka, jakich wiele... Nie jest jednak taka zwyczajna, jakby się mogło wydawać. 40 lat temu z tej butli przez smoka pił mleko mój brat ;-) To były czasy!








sobota, 8 lutego 2014

10. Spodnie + sznurek = wianek

Dzisiaj powstał kolejny wianek. Tym razem z szarych spodni mojego... Teścia ;-)))) Jak widać - nic się nie marnuje ;-) Dodałam kilka metrów białego sznurka, trzy koraliki i voilà!


czwartek, 6 lutego 2014

9. Łazienka...

Myślę, że w koncu zasłużyła sobie na prezentację ;-) Nie jest oczywiście ukończona, ale pewnie długo nie będzie... Z grubszych rzeczy brakuje: parawanu, deszczownicy, lambrekinu (marzy mi się biały lniany z nadrukiem...), pomalowanych drzwi, klamki i ramek na zdjęcia (zdjęcia wybrane i wywołane już czekają!).
W tym miesiącu mija rok, odkąd zamieszkaliśmy, a ja - gdybym drugi raz mogła "zrobić" tę łazienkę - w życiu nie zdecydowałabym się na położenie płytek wszędzie - od góry do dołu. Byłyby tylko tam, gdzie konieczne. No ale cóż - gusta się zmieniają... Przeraża mnie trochę tylko to, że tak szybko!
Poza tym - niczego więcej bym nie zmieniała.
 




Te kolorowe gąbki wyglądają koszmarnie! Uwierzcie, nigdzie nie spotkałam czarnych! Może Wy wiecie, gdzie można takie kupić... (?)
A to stary emaliowany garnek w nowej odsłonie ;-) Ponieważ te czerwone kropy trochę bruździły - przerobiłam. Teraz chyba jest ciut lepiej, prawda?